Seria dziewięciu niewielkich trzęsień ziemi nawiedziła w nocy obszar Pardis na wschód od Teheranu, co wzbudziło wśród ekspertów i mieszkańców nowe obawy, że stolicę Iranu może spotkać poważna katastrofa sejsmiczna – poinformowała w środę irańska agencja prasowa Mehr.
Powtarzające się zjawiska sejmiczne wywołały obawy, że skumulowane ciśnienie tektoniczne pod i wokół stolicy, która leży w pobliżu kilku aktywnych linii uskoków, może w przyszłości wywołać znacznie silniejsze trzęsienie ziemi
Choć wstrząsy w tym rejonie zdarzają się często, znacznie rzadziej ma miejsce sytuacja, w której następuje kilka wstrząsów po sobie.
Trzęsienia ziemi, zarejestrowane w ciągu jednej nocy we wschodniej prowincji Teheran, były odczuwalne na obszarze położonym w pobliżu uskoku Mosza, jednej z najbardziej aktywnych stref sejsmicznych Iranu.
Uskok ten, o długości około 150 km, jest jednym z największych czynnych uskoków w kraju i znajduje się około 40 km od stolicy.
Bezofiar ani szkód
Państwowe media podały, że magnituda jednego z trzęsień ziemi wyniosła 4,6, jednak łagodna aktywność sejsmiczna nie spowodowała ofiar śmiertelnych ani strat materialnych.
Półoficjalna agencja informacyjna Mehr zacytowała sejsmologa Mehdiego Zare, który stwierdził, że nie jest jasne, czy wstrząsy oznaczają uwolnienie nagromadzonej energii sejsmicznej, która zmniejszy przyszłe ryzyko, czy też są oznakami ostrzegawczymi przed silniejszą przyszłą aktywnością wzdłuż systemu uskoków w pobliżu Teheranu.
Zare ostrzegł, że na zagrożenie Teheranu wpływają nie tylko aktywne linie uskoków, ale także gęsta zabudowa miejska, wysoka koncentracja ludności i ograniczone przygotowanie.
Dodał, że nawet stosunkowo niewielkie trzęsienia ziemi mogą spowodować zakłócenia w stolicy ze względu na kruchą infrastrukturę i zatory, co utrudni reagowanie kryzysowe.
Teheran, obszar metropolitalny liczący ponad 14 milionów mieszkańców, leży w pobliżu dużych aktywnych uskoków, w tym Teheranu Północnego, Moszy i Rej.
Irańscy eksperci wielokrotnie ostrzegali, że silne trzęsienie ziemi w pobliżu Teheranu może mieć katastrofalne skutki.
Iran należy do krajów o największej liczbie trzęsień ziemi na świecie. Wciąż żywe są wspomnienia trzęsienia ziemi w Bam w 2003 r., w którym zginęło ponad 30 tys. osób.
Nowe badania po raz pierwszy ujawniają, dlaczego Europa może zyskać ponad miesiąc dodatkowych dni letnich do 2100 r., wykorzystując dane klimatyczne z ostatniego tysiąclecia.
Powszechnie wiadomo, że lata w ostatnich dziesięcioleciach stają się coraz cieplejsze i dłuższe. Jednak nowe badania przeprowadzone przez Royal Holloway, University of London, we współpracy z University of Southampton oraz kilkoma europejskimi uniwersytetami pokazują, że obserwowana obecnie tendencja odzwierciedla podobne warunki panujące w Europie 6000 lat temu.
W tym okresie naturalne ocieplenie Arktyki wydłużyło sezon ciepły do prawie dwustu dni w roku, co jest okresem porównywalnym z najbardziej ekstremalnymi współczesnymi sezonami ciepłymi.
U podstaw badań leży kluczowy element fizyki atmosfery zwany „gradientem temperatury szerokości geograficznej”. Jest to różnica temperatur między Arktyką a równikiem. Gradient ten generuje silny wiatr wiejący znad Oceanu Atlantyckiego do Europy, które kierują układami pogodowymi na całym kontynencie.
Pomagają one również w rozprowadzaniu ciepła z cieplejszych tropików do chłodniejszych regionów polarnych oraz odpowiadają za cyrkulację oceaniczną.
Ponieważ Arktyka ociepla się cztery razy szybciej niż średnia globalna, różnica temperatur słabnie, co powoduje spowolnienie i meandrowanie prądów powietrznych. Skutkiem tego są bardziej trwałe letnie wzorce pogodowe, intensywniejsze i długotrwałe fale upałów oraz wydłużenie samego sezonu.
Co oznacza słabszy gradient temperatury?
„Kiedy różnica temperatur między Arktyką a średnimi szerokościami geograficznymi maleje, lato w Europie faktycznie się wydłuża” – zauważyła Dr Laura Boyall, autorka badania i była doktorantka na Wydziale Geografii Royal Holloway.
„Nasze odkrycia pokazują, że nie jest to tylko współczesne zjawisko, ale powtarzająca się cecha systemu klimatycznego Ziemi. Jednak obecnie różnica polega na szybkości, przyczynie i intensywności zmian” – dodała.
W nowym badaniu, kierowanym przez Royal Holloway University, dr Boyall i jej współautorzy postanowili zrozumieć, dlaczego lata w Europie trwają dłużej.
W tym celu przeanalizowali starożytne osady zebrane z dna europejskich jezior, które działają jak kapsuły czasu, gromadząc dane klimatyczne z ostatnich 10 tys. lat.
„Warstwy sezonowe w tych wyjątkowych archiwach jeziornych miały kluczowe znaczenie dla rozwikłania dynamiki minionych lat. Zrozumienie tych systemów w przeszłości daje nam jasny obraz tego, czego możemy się spodziewać, kiedy zbliżamy się do przyszłych scenariuszy ocieplenia, a nawet je przekroczymy” – dodaje współautor badania opublikowanego na łamach czasopisma Nature Communication, dr Ash Abrook z Uniwersytetu w Southampton.
Prognozy do końca stulecia pokazują, że jeśli emisja gazów cieplarnianych utrzyma się na obecnym, wysokim poziomie, Europa może liczyć na dodatkowe letnie dni, wynikające po prostu z naturalnej reakcji na zmiany klimatu.
Badanie wykazało, że tempo zmian odpowiada sześciu dodatkowym dniom lata na każdy stopień zmniejszenia gradientu temperatury między równikiem a biegunem północnym. Zgodnie z obecnym trendem ocieplenia Arktyki, do końca stulecia może to skutkować nawet ośmioma miesiącami letniej pogody.
Naukowcy przyjrzeli się historycznym zmianom liczby dni letnich na przestrzeni 10 000 lat i odkryli, że są one ściśle powiązane z różnicą temperatur między Arktyką a równikiem
Co ważne, chociaż współczesne lata i lata w odległej przeszłości są napędzane przez ten sam mechanizm, mają zupełnie inne przyczyny. Między 8000 a 10 000 lat temu pokrywy lodowe pokrywały duże obszary Ameryki Północnej i Eurazji, silnie ochładzając wyższe szerokości geograficzne.
Kiedy te pokrywy lodowe naturalnie się cofnęły, bieguny ociepliły się w stosunku do tropików i osłabiły gradient, co doprowadziło do bardziej ekstremalnych lat. „Wręcz przeciwnie, współczesne ocieplenie gradientu jest napędzane przez działalność człowieka” – wyjaśniła dr Boyall.
„Nasze wyniki pokazują, że obecny gradient przekroczył już najniższe wartości osiągnięte naturalnie w przeszłości i przewiduje się, że będzie on nadal słabł w miarę ocieplania się Arktyki”.
Konsekwencje dla przyszłych lat w Europie
„Od wielu lat wiemy, że lata stają się coraz dłuższe i cieplejsze w całej Europie, ale istnieje duża niepewność co do tego, jak i dlaczego” – powiedziała dr Celia Martin-Puertas, główna badaczka z Wydziału Geografii Uniwersytetu Royal Holloway. „Nasze badania ujawniły, że europejskie pory roku były kształtowane przez gradient temperatur na przestrzeni tysięcy lat, co dostarcza cennych informacji, które mogą pomóc w dokładniejszym przewidywaniu przyszłych zmian” – dodała.
„Odkrycia podkreślają, jak głęboko europejska pogoda jest powiązana z globalną dynamiką klimatu i jak zrozumienie przeszłości może pomóc nam sprostać wyzwaniom szybko zmieniającej się planety” – wyjaśniła ekspertka.
„Wydłużenie lata do ośmiu miesięcy spowodowałoby poważne zakłócenia, szczególnie w rolnictwie, ponieważ znacznie dłuższy sezon wegetacyjny pozostawia glebie mniej czasu na regenerację i zwiększa presję związaną z upałami i niedoborem wody” – skomentowała dr Boyall. „Ponadto cieplejsze i dłuższe lata zwiększyłyby ryzyko fal upałów i susz, stwarzając poważne wyzwania dla zdrowia publicznego” – dodała.
Ponadto badania wskazują, że emisje aerozoli przemysłowych i wewnętrzne pętle sprzężenia zwrotnego ziemskiego systemu klimatycznego mogą również przyczyniać się do zmiany rytmu sezonowego w Europie w sposób, który zdaniem naukowców może mieć głębokie konsekwencje dla ekosystemów, zasobów wodnych, rolnictwa i zdrowia publicznego.
Dla naukowców prowadzących to badanie, zapisy dotyczące starożytnego jeziora to coś więcej niż tylko okno w przeszłość – to ostrzeżenie dotyczące przyszłości i tego, co może nadejść.
Zagrożone wyginięciem pingwiny mieszkające u wybrzeży Republiki Południowej Afryki najprawdopodobniej masowo umierają z głodu z powodu niedoboru żywności. Niektóre populacje zmniejszyły się nawet o 95 proc. w ciągu zaledwie ośmiu lat – wynika z przeprowadzonego badania opublikowanego w piątek.
Zdaniem naukowców na świecie pozostało mniej niż 10 tys. par lęgowych małego, czarno-białego pingwina przylądkowego, a Międzynarodowa Unia Ochrony Przyrody (IUCN) w zeszłym roku uznała ten gatunek za krytycznie zagrożony.
Dwie z najważniejszych kolonii lęgowych w pobliżu Kapsztadu załamały się w latach 2004–2011, a około 62 tys. ptaków zginęło – wynika z badania przeprowadzonego przez brytyjski Uniwersytet w Exeter oraz południowoafrykański Departament Leśnictwa, Rybołówstwa i Środowiska.
W ciągu tych ośmiu lat populacje sardynek w wodach południowoafrykańskich – głównego źródła pożywienia dla pingwinów – stale utrzymywały się poniżej 25 proc. ich szczytowej liczebności – zauważył współautor i biolog Richard Sherley.
Ryby te stanowią kluczowe pożywienie dla pingwinów przylądkowych. Zmiany temperatury i zasolenia u zachodnich wybrzeży Afryki sprawiły, że tarło tych ryb jest mniej udane. Poziom połowów w tym regionie pozostaje jednak wysoki.
„Wydaje się, że spowodowało to poważny niedobór pożywienia dla pingwinów afrykańskich, co doprowadziło do szacowanej utraty około 62 000 osobników rozrodczych” – wyjaśnił Sherley.
Naukowcy stwierdzili, że globalna populacja tego gatunku zmniejszyła się o prawie 80 proc. w ciągu ostatnich 30 lat. Ekolodzy twierdzą, że przy obecnym tempie spadku populacji, ptak ten może wyginąć na wolności do 2035 roku.
Pingwiny afrykańskie co roku zrzucają i wymieniają zużyte pióra, aby chronić swoją izolację i wodoodporność. Jednak w okresie linienia, który trwa ok. 21 dni, muszą przebywać na lądzie. Aby przetrwać ten okres swoistego „postu”, muszą wcześniej przybrać na wadze. „Jeśli znalezienie pożywienia przed linieniem lub bezpośrednio po nim będzie zbyt trudne, nie będą miały wystarczających rezerw, aby przetrwać post” – zauważył Sherley. „Nie znajdujemy dużych tratw padliny – naszym zdaniem prawdopodobnie giną na morzu” – dodał.
Bardziej zrównoważone zarządzanie rybołówstwem mogłoby zwiększyć szanse pingwinów na przetrwanie. Ekolodzy podejmują działania na lądzie, budując sztuczne gniazda dla piskląt, a także kontrolują populacje drapieżników i ręcznie wychowują dorosłe osobniki i pisklęta, które potrzebują pomocy. Komercyjne połowy okrężnicami, polegające na okrążaniu ławicy ryb dużą siecią, a następnie łapaniu ich w pułapkę poprzez zamknięcie dna, zostały zakazane w sześciu największych koloniach lęgowych pingwinów w Republice Południowej Afryki.
Lorien Pichegru, profesor biologii morskiej na Uniwersytecie Nelsona Mandeli w RPA, która nie brała udziału w badaniu, stwierdziła, że wyniki są „niezwykle niepokojące” i zwróciła uwagę na trwające od dziesięcioleci niewłaściwe zarządzanie małymi populacjami ryb w RPA. „Wyniki badania opierają się jedynie na przewidywanym okresie przetrwania pingwinów do 2011 roku, ale sytuacja nie uległa poprawie z biegiem czasu” – dodała.
Pichegru zauważyła, że rozwiązanie problemu wyjątkowo niskiego poziomu zasobów małych ryb wymaga pilnych działań, „nie tylko w odniesieniu do pingwinów afrykańskich, ale także innych gatunków endemicznych zależnych od tych zasobów”.
Ptaki stanowią dużą atrakcję dla turystów w RPA, a tysiące osób odwiedza kolonie każdego roku. Jednak presja ze strony turystyki również niepokoi ptaki i powoduje zwiększony stres.
Nadchodzący czas zwłaszcza wtorek zapowiadać się ma dość deszczowy w Polsce. Za taki stan pogody ma mieć przechodzący chłodny front atmosferyczny przez nasz kraj. Jednocześnie w dzielnicach centralnych i południowych ma on zafalować. Może to spowodować zwiększone sumy opadowe przekraczające ponad 30-50 litrów wody na każdy metr kwadratowy. Wśród zagrożonych regionów może być województwo Świętokrzyskie. Generalnie pas południowy i środkowy ma się zaliczać do dość deszczowy w Polsce. Po za tym ma być dość znośnie choć zimno w zachodnich i nadmorskich regionach oraz na terytorium przy granicy z Ukrainą i Białorusią. Między tymi obszarami ma padać a temperatura może nie przekroczyć +10 stopni. Zjawiska mogą mieć charakter ulew. Temperatura minimalna ma wynieść od +3,+5 stopni w Sudetach, po za tym od +6 do +10 stopni do +12,+13 stopni na wschodzie kraju a maksymalna od +5,+7 stopni w Tatrach, po za tym od +10 do +15 stopni do +17,+20 stopni na wschodzie kraju. Wiatr ma być słaby i umiarkowany zmienny. Warunki biometeo i drogowe mają być niekorzystne.
Nierówności ekonomiczne powodują co roku ponad 100 tys. dodatkowych zgonów, które sumują się do ogromnej liczby ofiar śmiertelnych upałów i mrozów w Europie – wykazały najnowsze badania.
Z badania wynika, że obniżenie poziomu nierówności do tego odnotowanego w najbardziej wyrównanym regionie Europy, jakim jest Słowenia, mierzonego wskaźnikiem Giniego, pozwoliłoby zmniejszyć śmiertelność związaną z temperaturą nawet o 30 proc., co odpowiada liczbie 109 866 osób.
Takie wyniki pojawiły się w ślad za najnowszymi danymi unijnego programu monitorującego „Copernicus”, który uznał ten kwiecień za trzeci najcieplejszy w historii w skali globalnej, a niektóre kraje, takie jak Hiszpania, zarejestrowały najcieplejszy kwiecień w historii. Powrót naturalnego zjawiska ocieplenia El Niño – które może okazać się niezwykle silne – wzbudził obawy przed upalnym latem w Europie w 2026 roku.
Naukowcy odkryli, że wysoka liczba ofiar śmiertelnych spowodowanych upałami i mrozami wiązała się z kilkoma wskaźnikami trudnej sytuacji życiowej, takimi jak ubóstwo oraz brak możliwości ogrzania mieszkania.
Oprócz zmniejszenia nierówności w obrębie poszczególnych regionów, obniżenie skali poważnego ubóstwa materialnego i społecznego na całym kontynencie do poziomu odnotowanego w środkowej Szwajcarii – regionie o najniższym wskaźniku ubóstwa – pozwoliłoby uniknąć 59 tys. zgonów spowodowanych zarówno przez upały, jak i mrozy – podkreślono w badaniu. Natomiast podwyższenie tego wskaźnika do poziomu południowo-wschodniej Rumunii – regionu o najwyższym wskaźniku ubóstwa – spowodowałoby wzrost liczby zgonów związanych z temperaturą o 101 tys.
Badanie to jako pierwsze pozwoliło oszacować wpływ problemów społeczno-ekonomicznych na liczbę ofiar śmiertelnych podczas mroźnych zim i upalnych lat w Europie. Naukowcy stwierdzili, że wynik stanowi dodatkowy argument przemawiający za ukierunkowaniem krótkoterminowej pomocy na grupy szczególnie narażone, a w dłuższej perspektywie – za zmniejszeniem nierówności strukturalnych w Europie.
„To rozwiązanie typu »dwa w jednym«” – zauważyła Blanca Paniello-Castillo, naukowiec zajmująca się biomedycyną w Barcelońskim Instytucie Zdrowia Globalnego oraz główna autorka badania. „Gdyby kwestie równości były w większym stopniu uwzględniane w polityce – europejskiej, krajowej, lokalnej, czy jakiejkolwiek innej – osiągnęlibyśmy dwa cele jednocześnie” – dodał.
Upały i mrozy stanowią obciążenie dla organizmu, przez co staje się on bardziej podatny na choroby i ma mniejszą zdolność do ich zwalczania. Śmiertelność gwałtownie wzrasta, gdy temperatury odbiegają od komfortowego zakresu, zwłaszcza wśród osób starszych lub chorych.
W analizie, w której przeanalizowano dane dotyczące dziennej śmiertelności w 654 regionach Europy w latach 2000–2019, oszacowano liczbę „zgonów przypisanych” poprzez modelowanie obciążenia zdrowotnego w sytuacji, gdyby wszystkie regiony osiągały zarówno najlepsze, jak i najgorsze wartości dla każdego wskaźnika ekonomicznego.
Stwierdzono również, że w zamożniejszych regionach odnotowuje się mniej zgonów spowodowanych niskimi temperaturami – prawdopodobnie dzięki ocieplonym domom, lepszej opiece zdrowotnej oraz mniejszym problemom z dostępem do energii – ale więcej zgonów w okresie upałów. Sugerowano, że może to wynikać z efektu tzw. miejskiej wyspy ciepła, w ramach którego miasta cieszą się większym dobrobytem, ale borykają się z wyższymi temperaturami z powodu nawierzchni asfaltowych oraz braku terenów zielonych.
W swoich badaniach konsekwentnie stwierdzali, że śmiertelność związana z wysokimi temperaturami wiązała się z takimi wskaźnikami, jak wskaźnik Giniego, który mierzy nierówności w rozkładzie dochodów w populacji, trudności z ogrzaniem mieszkania oraz deprywację materialną i społeczną. Nie uwzględnili oni wprost jako zmiennej stopnia rozpowszechnienia klimatyzacji.
Usama Bilal, epidemiolog z Dornsife School of Public Health przy Uniwersytecie Drexel, który nie brał udziału w powstawaniu tego raportu, stwierdził, że badanie charakteryzowało się wysoką jakością i opierało się na rzetelnych metodach, choć oddzielenie ubóstwa od innych czynników klimatycznych mogło okazać się trudne. „Główne ograniczenia, jakie dostrzegam, dotyczą poziomu pomiaru zmiennych społecznych oraz faktu, że w Europie – i wielu innych miejscach – istnieje korelacja między cieplejszym klimatem a ubóstwem, z wyjątkiem Europy Wschodniej” – dodał.
Obecnie zimno wciąż stanowi znacznie większe zagrożenie dla zdrowia ludzkiego niż upał, choć naukowcy przewidują, że sytuacja ta ulegnie odwróceniu w miarę gdy globalne ocieplenie będzie powodować dalszy wzrost temperatur. W zeszłym miesiącu naukowcy ustalili, że od połowy lat 90. temperatury w Europie wzrastały o 0,56°C na dekadę – szybciej niż na jakimkolwiek innym kontynencie na świecie – głównie z powodu warstwy zanieczyszczeń pochodzących z paliw kopalnych, która pokrywa Ziemię.
Wyniki te pojawiły się po ostrzeżeniu ze strony doradców naukowych UE, że kontynent nie dostosowuje się w odpowiedni sposób do zmian klimatycznych.
Malcolm Mistry, epidemiolog z London School of Hygiene and Tropical Medicine, który nie brał udziału w badaniu, stwierdził, że wyniki badania powinny pomóc w kształtowaniu polityki adaptacji do zmian klimatu, a same wyniki mogą być zaniżone.
„Choć autorzy – co jest zrozumiałe – ograniczyli swoje badanie do lat poprzedzających pandemię COVID-19, wskaźniki ubóstwa energetycznego – ważny czynnik determinujący zidentyfikowany w badaniu – wzrosły dość gwałtownie w wielu krajach europejskich po latach 2021–2022” – podkreślił. „Przedstawione tu szacunki obciążenia mogą być, według obecnych standardów, raczej ostrożne” – dodał.
Życie morskie w Morzu Bałtyckim jest w ostatnich latach coraz bardziej zagrożone ze względu na narastające skutki globalnego ocieplenia, zanieczyszczenia środowiska naturalnego oraz specyficzne warunki geograficzne Morza Bałtyckiego.
Szwecja, Finlandia, Rosja, Estonia, Łotwa, Litwa, Polska, Niemcy i Dania – wszystkie kraje graniczące z Morzem Bałtyckim – współpracują w ramach Unii Europejskiej nad podjęciem działań przeciwko tym zagrożeniom.
Komisja Ochrony Środowiska Morskiego Bałtyku (HELCOM) kontynuuje wdrażanie Planu Działań na rzecz Morza Bałtyckiego, który obowiązuje od pięciu lat i ma na celu ochronę ryb, ptaków, ssaków oraz określonych siedlisk.
Eutrofizacja
Jednym z największych problemów ekosystemu Morza Bałtyckiego jest eutrofizacja. To proces nadmiernego wzbogacenia wody w składniki odżywcze – zwłaszcza azot i fosfor – pochodzące ze źródeł lądowych, takich jak rolnictwo, ścieki i zrzuty przemysłowe. Prowadzi to do masowego wzrostu glonów, zwłaszcza fitoplanktonu.
Zakwity glonów blokują dostęp światła słonecznego do podwodnych roślin i trawy morskiej, a rozkład obumierających glonów pochłania duże ilości tlenu w głębszych wodach, tworząc martwe strefy, w których ryby, skorupiaki i większość organizmów morskich nie są w stanie przetrwać.
Chociaż Morze Bałtyckie jest prawie całkowicie pozbawione dostępu do oceanu, z płytkim ujściem i wyjątkowo świeżą wodą, jego zasolenie wykazuje tendencję spadkową. Przewiduje się, że niedobór tlenu w ekosystemie będzie się pogłębiał, a woda stanie się bardziej kwaśna.
Działania na rzecz Morza Bałtyckiego obejmują: ograniczenie zrzutów ścieków do morza, a także rozwiązanie problemu stosowania nawozów sztucznych w celu zwiększenia produktywności gleby, które są spłukiwane do morza przez wody gruntowe, pogłębiając problem eutrofizacji.
W tym kontekście HELCOM promuje takie praktyki, takie jak efektywne zarządzanie nawozami i zrównoważone rolnictwo.
Działalność człowieka
Działalność człowieka, taka jak przełowienie i niewłaściwa gospodarka odpadami, również stanowi poważne zagrożenie dla naturalnego życia w Morzu Bałtyckim. Przełowienie doprowadziło do gwałtownego spadku populacji dorsza, a także do zauważalnego zmniejszenia się rozmiarów ryb, często o około 20 centymetrów.
Niemieckie Centrum Badań Oceanicznych GEOMAR Helmholtza wskazuje, że intensywne połowy spowodowały trwałe zmiany genetyczne w DNA dorsza, a jednocześnie doprowadziły do gwałtownego spadku jego liczebności.
Jak informuje Światowy Fundusz na rzecz Przyrody (WWF), przełowienie nadal zmniejsza populacje wielu gatunków ryb w ekosystemie bałtyckim, węgorz europejski jest na skraju wyginięcia, a pozostało zaledwie ok. 500 morświnów.
Przyszłość Morza Bałtyckiego
Długoterminowe badania monitorujące i modelujące prowadzone przez organizacje takie jak HELCOM i BSAG wskazują, że stan Morza Bałtyckiego byłby obecnie znacznie gorszy bez środków redukcji substancji biogennych wdrażanych od lat 80. minionego wieku.
Pomimo tych wysiłków, podwodna bioróżnorodność w Morzu Bałtyckim nadal maleje.
W połączeniu z ciągłymi skutkami eutrofizacji i przyspieszającymi zmianami klimatycznymi – które dodatkowo nasilają zagrożenia, takie jak niedobór tlenu, zmiany siedlisk i zanik gatunków – oznacza to złe wieści dla wielu unikalnych gatunków morskich.
Ekosystem osiągnął obecny stan degradacji w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat, a eksperci ostrzegają, że pełna odbudowa zajmie dużo czasu.
W ramach współpracy UE-HELCOM oraz Planu Działań na rzecz Morza Bałtyckiego zaktualizowanego w 2021 r. – którego celem jest wdrożenie działań najpóźniej do 2030 r. – dziewięć krajów nadbrzeżnych kontynuuje wspólne wysiłki na rzecz zmniejszenia ładunków substancji biogennych, poprawy jakości wody, ochrony różnorodności biologicznej i wzmocnienia odporności ekosystemów poprzez wiążące zobowiązania i regularny monitoring.
UE zapewnia również bezpośrednie wsparcie finansowe na usuwanie i zarządzanie niewybuchami, wyciekami chemikaliów oraz wrakami statków z czasów II wojny światowej na dnie Morza Bałtyckiego, bowiem nadal stanowią one poważne zagrożenie dla życia morskiego i krytycznej infrastruktury podwodnej, takiej jak kable i linie energetyczne.
W niedzielę, 10 maja, Słońce w Utqiagvik na Alasce zaszło o 01:48 czasu australijskiego, ale wzeszło już 02:57. Był to ostatni zachodni Słońca aż do początków sierpnia – od dzisiaj rozpoczyna się tam dzień polarny, który do 21 czerwca – a więc do momentu przesilenia letniego – obejmie wszystkie miasta leżące od bieguna do koła podbiegunowego.
Utqiagvik, dawniej znany jako Barrow, to najdalej na północ wysunięte miasto w Stanach Zjednoczonych. Jego położenie nad Oceanem Arktycznym sprawia, że przez cały rok panuje tu niesamowita zmienność światła dziennego – od nieprzerwanego słońca w okolicach przesilenia letniego po tygodnie ciemności zimą.
W tym roku 24-godzinny dzień w mieście potrwa do 2 sierpnia, kiedy słońce w końcu ponownie schowa się za horyzontem, kończąc dzień polarny.
Utqiagvik, liczący niecałe 5 ty. mieszkańców, nie jest obcy tym ekstremalnym warunkom. Jednak całodobowe światło dzienne nie oznacza letniego ciepła. Lipiec jest zazwyczaj najcieplejszym miesiącem w roku, a historyczna średnia temperatura wciąż wynosi zaledwie 9,5 stopnia Celsjusza.
Mimo to, krótkie okresy ocieplenia mogą w rzadkich przypadkach podnieść temperaturę do ponad 20°C. To trochę jak klimat panujący w naszym kraju w kwietniu. Letni śnieg również nie jest wykluczony tak daleko na północy – w zeszłym roku w czerwcu przez siedem dni odnotowano opady śniegu.
Mimo stosunkowo rześkich okresów letnich temperatury są na tyle wysokie, że powodują topnienie lodu wokół koła podbiegunowego i umożliwiają transport towarów barkami do Ostatniej Granicy Ameryki.
Władze Utqiaġvik twierdzą, że mimo modernizacji społeczności, rybołówstwo, łowiectwo i wielorybnictwo wciąż stanowią podstawowe zajęcia w społeczności, w której dominują rdzenni mieszkańcy Alaski, Iñupiat.
Ponieważ późną wiosną i latem w okolicach koła podbiegunowego panuje 24-godzinny dzień, widoczność zorzy polarnej jest praktycznie zerowa z powodu braku ciemności.
Nawet po zachodzie słońca 2 sierpnia, Utqiagvik nie pogrąży się od razu w ciemności. Słońce pozostanie wystarczająco płytko horyzontu, aby utrzymać zmierzch na niebie, a prawdziwa nocna ciemność powróci dopiero 21 września.
Europejski serwis monitorujący zmiany klimatyczne poinformował w piątek, że temperatury oceanów zbliżają się do rekordowych wartości, a warunki pogodowe wskazują na nadejście potencjalnie ekstremalnie silnego zjawiska El Niño.
Samantha Burgess z Europejskiego Centrum Prognoz Średnioterminowych (ECMWF) stwierdziła, że temperatury powierzchni morza w ostatnich dniach były niewiele niższe od historycznych rekordów z 2024 roku – a maj wydaje się być na najlepszej drodze do pobicia własnego rekordu.
„To tylko kwestia dni, zanim znów będziemy mieli do czynienia z rekordowymi temperaturami powierzchni morza” – zauważył Burgess w wywiadzie dla AFP, kierownik ds. strategii klimatycznej w ECMWF.
Służba ds. Zmian Klimatycznych programu Copernicus poinformowała, że dzienne temperatury powierzchni morza w kwietniu „0stopniowo zbliżały się” do niemal rekordowych wartości, co odzwierciedlało przejście do zjawiska El Niño spodziewanego w nadchodzących miesiącach.
Program Copernicus, nadzorowany przez ECMWF, podał, że temperatury powierzchni morza w kwietniu były drugimi najwyższymi w historii pomiarów, ze średnimi w obszarze między 60 stopniem szerokości geograficznej północnej a 60 stopniem szerokości geograficznej południowej na poziomie 21 st. C, a morskie fale upałów pobiły dotychczasowe rekordy na obszarze między tropikalnym Pacyfikiem a Stanami Zjednoczonymi.
W zeszłym miesiącu – jak ostrzegła Światowa Organizacja Meteorologiczna – warunki El Niño mogą pojawić się już w okresie od maja do lipca.
El Niño – będący jedną z faz naturalnego cyklu klimatycznego temperatur na Oceanie Spokojnym i pasatów – wpływa na globalną pogodę i zwiększa prawdopodobieństwo wystąpienia suszy, intensywnych opadów deszczu, powodzi oraz innych ekstremalnych zjawisk pogodowych.
Ponadto przyczynia się to do dalszego ocieplenia planety, która już teraz zmaga się z wpływem spalania paliw kopalnych. Ostatnie El Niño sprawiło, że lata 2023 i 2024 były odpowiednio drugim i pierwszym najcieplejszym rokiem w historii pomiarów.
Niektóre agencje meteorologiczne przewidują, że nadchodzące zjawisko będzie jeszcze potężniejsze – być może dorównując super El Niño sprzed trzydziestu lat.
Zeke Hausfather, naukowiec z Berkeley Earth – niezależnej organizacji zajmującej się badaniami klimatu – napisał w zeszłym tygodniu, że silne zjawisko El Niño może znacznie zwiększyć prawdopodobieństwo, że rok 2027 okaże się najcieplejszym rokiem w historii pomiarów.
Burgess stwierdziła, że jest jeszcze zbyt wcześnie, by z całą pewnością przewidzieć intensywność tego zjawiska, bowiem prognozy sporządzane wiosną na półkuli północnej są statystycznie mniej wiarygodne. Dodała jednak, że niezależnie od jego siły, to zjawisko El Niño nie pozostanie niezauważone.
„Najprawdopodobniej rok 2027 wyprzedzi rok 2024 jako najcieplejszy w historii” – podkreśliła Burgess. Dodała, że wpływ zjawiska El Niño na globalne temperatury zazwyczaj daje o sobie znać w roku następującym po jego szczycie.
Skrajności
Copernicus stwierdził, że wzrost temperatur oceanów w marcu i kwietniu wskazuje na trwające przejście od warunków neutralnych do zjawiska El Niño.
Naukowcy podkreślają, że samo zjawisko El Niño nie jest jedyną przyczyną niezwykłego ocieplenia oceanów ani jego skutków ubocznych, takich jak bielenie koralowców czy morskie fale upałów.
Zjawisko to ma miejsce w kontekście długotrwałego globalnego ocieplenia spowodowanego przede wszystkim emisjami gazów cieplarnianych, przy czym oceany pochłaniają 90 proc. nadmiaru ciepła wytwarzanego w wyniku działalności człowieka.
W swoim comiesięcznym biuletynie program Copernicus podał, że kwiecień był globalnie trzecim najcieplejszym miesiącem w historii na całym świecie, ze średnią temperaturą na poziomie 14,89 st. C, więc była o 1,43°C wyższa od poziomu odniesienia z okresu przedindustrialnego (1850–1900). W przypadku Europy średnia temperatura w kwietniu wynosiła 8,88 st. C i była dziesiątą najwyższą w historii, o 0,50°C wyższą od średniej dla kwietnia w latach 1991–2020. Najcieplejszy kwiecień na naszym kontynencie miał miejsce w 2018 r.
Anomalie temperatur w Europie charakteryzowały się wyraźnymi różnicami regionalnymi: w południowo-zachodniej Europie (Półwysep Iberyjski, zachodnia i południowa Francja, Włochy) panowały warunki znacznie cieplejsze od normy 30-letniej, natomiast w większości krajów Europy Wschodniej – chłodniejsze od średniej.
Najbardziej wyraźne odchylenia temperatur w górę od normy odnotowano nad europejską częścią Arktyki (północna część Morza Barentsa, wschodnia Grenlandia), nad Stanami Zjednoczonymi, Azją Środkową, zachodnią Australią, częściami Antarktydy Wschodniej oraz nad większą częścią Morza Weddella.
Chłodniej było z kolei w regionie Sahary w Afryce, na Bliskim Wschodzie, w niektórych częściach wschodniej Rosji, w północnej Australii oraz w niektórych częściach zachodniej Antarktydy.
Ponadto w kwietniu 2026 r. odnotowano drugi najniższy zasięg pokrywy lodowej Arktyki w kwietniu w 48-letniej historii pomiarów satelitarnych – i wynosił 4,8 proc. poniżej średniej. Na Antarktydzie zasięg pokrywy lodowej był o około 10 proc. niższy od średniej, co plasuje ten wynik na 11. miejscu wśród najniższych wartości odnotowanych w kwietniu.
„Ciągle obserwujemy zjawiska ekstremalne. Z każdym miesiącem pojawia się coraz więcej danych wskazujących, że to właśnie skutki zmian klimatycznych powodują te ekstremalne zjawiska” – podkreśliła Burgess.
Nadchodzące dni w Polsce pogoda ma ulec stopniowym zmianom. Czyli po dość suchym okresie chmur ma się zacząć pojawiać w większych ilościach z pojawiającymi się opadami deszczu o różnej intensywności. Ponadto na początku tygodnia może się pojawić zwiększona chwiejność atmosfery przekraczająca ponad 700-1000 J/kg, LI -3,-1, wilgotność względna przekraczająca 60-80 % oraz pojawić się przepływ powietrza przekraczająca 10-15 m/s. W takich warunkach może pojawić się konwekcja z rozwojem początkowo pojedynczych komórek konwekcyjnych. Początkowo pojedyncze komórki konwekcyjne mogą się łączyć w bardziej zorganizowane układy konwekcyjne. Podczas przechodzenia burz może napadać ponad 20-40 mm, wiatr w porywach przekraczać 60-80 kilometrów na godzinę oraz opady gradu o średnicy 2-3 centymetrów. Po przejściu stref opadowych ma się zacząć przejaśniać a opady zanikać. Niestety koło wtorku i czwartku z powodu obniżenia izotermy 0 stopni sięgająca niskie wartości na wysokości 850 hPa może przyczynić się do opadów krupy śnieżnej a w górach również deszczu ze śniegiem. Ponadto nocami mogą się pojawiać przymrozki na poziomie poniżej 0 stopni na wysokości 2 metrów nad powierzchnią ziemi oraz blisko -5 stopni przy gruncie.
Na termometrach zobaczymy:
W niedzielę rano: od około 0 stopni na Kaszubach, po za tym od +2 do +4 stopni do +5,+6 stopni na południu i zachodzie kraju.
W niedzielę południe: od +10,+12 stopni na Podlasiu, po za tym od +14 do +20 stopni do +21,+22 stopni na zachodzie i południowym-zachodzie kraju.
W poniedziałek południe: od +14,+16 stopni na zachodzie kraju, po za tym od +18 do +23 stopni do +25 stopni na południowym-wschodzie kraju.
We wtorek południe: od +4,+6 stopni w Tatrach, po za tym od +10 do +15 stopni do +16,+17 stopni na Roztoczu.
We środę południe: od +5,+7 stopni w Tatrach, po za tym od +10 do +14 stopni do +15,+16 stopni na Śląsku.
Wiatr ma być słaby i umiarkowany zmienny.
Warunki biometeo i drogowe mają być niezbyt korzystne.
W chwili, gdy dmucha w fontannę, następuje szokujący moment: skuter wodny zderza się z wielorybem szarym u wybrzeży Vancouver. Naoczni świadkowie uwiecznili dramatyczny wypadek na filmie.
Na 21-sekundowym materiale filmowym uwieczniono, jak szybko poruszający się statek wodny uderza w wieloryba, kiedy morski ssak wybija się na powierzchnię wód Burrard Inlet, wyrzucając pojazd wraz z kierowcą w powietrze.
Według Royal Canadian Marine Search and Rescue, organizacji ochotniczej, która pomagała w ratowaniu niezidentyfikowanego kierowcy, operator jednostki pływającej, Sea-Doo, doznał urazu nogi.
Służby ratunkowe przekazały, że otrzymały zgłoszenie o osobie znajdującej się w wodzie potrzebującej pilnej pomocy medycznej. Pacjent przebywa w szpitalu w „poważnym, ale stabilnym stanie” – wynika z oświadczenia rzecznika Briana Twaitesa wydanego w środowe popołudnie.
Departament Policji w Vancouver oświadczył, że współpracuje z agencją federalną Fisheries and Oceans Canada, aby zbadać sprawę i dodał, że „nie może potwierdzić, czy wieloryb odniósł jakiekolwiek obrażenia”. W środę agencja federalna podała, że ostatni raz widziała morskiego ssaka we wtorek i „zaobserwowano, że wieloryb żeruje, porusza się normalnie i wydaje się, że jest w dobrym stanie”.
Kevin Connolly, który nagrał film po zauważeniu wieloryba podczas ucieczki, powiedział, że on i inni ludzie wielokrotnie widzieli zwierzę wynurzające się po zderzeniu, co sugeruje,
Connolly, 31-letni inżynier systemów w Clio – firmie zajmującej się technologiami prawnymi – w poniedziałek wieczorem biegał, kiedy zauważył dziesiątki osób obserwujących coś w wodzie w pobliżu falochronu w Stanley Park, który wcina się w wodę na północ od centrum Vancouver.
„Postanowiłem się więc zatrzymać” – podkreślił. „Wtedy właśnie zobaczył wieloryba szarego – gatunek, który, jak powiedział, ostatnio często widywano, w odległości około 50 metrów”.
Zarówno on, jak i inni ludzie wzdłuż falochronu filmowali wieloryba, który – jak szacował – wynurzał się co 30 sekund, kiedy zauważyli Sea-Doo, „Wszyscy po prostu tam staliśmy, nagrywając i nagle znikąd usłyszeliśmy ten głośny, ryczący skuter wodny lecący w dół” – kontynuował.
„Myślę, że wszyscy mieli w głowie te same myśli, na przykład: »Dlaczego ten facet płynie tak szybko, skoro w okolicy jest wieloryb?«” – dodał.
Drogi wodne wokół Vancouver są ruchliwe – zauważył David Rosen, adiunkt w Instytucie Oceanu i Rybołówstwa na Uniwersytecie Kolumbii Brytyjskiej, a doniesienia o zderzeniach statków morskich z wielorybami nie są niczym niezwykłym.
Rosen, adiunkt w Instytucie Oceanów i Rybołówstwa Uniwersytetu Kolumbii Brytyjskiej, twierdzi, że doniesienia o zderzeniach statków morskich z wielorybami nie są niczym niezwykłym, choć zazwyczaj są to jednostki komercyjne i dość duże, w przeciwieństwie do Sea-Doo.
Nie jest jasne, czy operator Sea-Doo widział tego konkretnego wieloryba przed zderzeniem. Jednak pan Rosen, który stwierdził, że zwierzę najprawdopodobniej zatrzymało się w Vancouver, aby żerować w drodze na północną Alaskę z terenów lęgowych gatunku w Baja California, powiedział, że nie byłoby zaskoczeniem, gdyby kierowca tego nie zauważył.
„Jeśli płyniesz z dużą prędkością, jest mniejsze prawdopodobieństwo zobaczenia czegoś w wodzie, zwłaszcza gdy jesteś nisko” – dodał.
Kanadyjskie przepisy wymagają, aby żeglarze utrzymywali się w odległości 100 metrów od wieloryba „w pozycji spoczynkowej” lub z młodym i 200 metrów od wszystkich innych wielorybów – powiedział Ben Stanford, rzecznik Fisheries and Oceans Canada. Wszystkie jednostki rekreacyjne są również proszone o zmniejszenie prędkości do poniżej siedmiu węzłów, gdy znajdują się w odległości 1000 metrów od wieloryba – powiedział.